wtorek, 1 maja 2012

,,Macocha'' i ,,Czy powiemy prezydentowi?"

Kraszewski?,ktoś zapyta,z niedowierzaniem... Tak,wiem,większość jego twórczości jest dziś traktowana jako nudziarstwo... Dla mnie jednak będzie on tym autorem ,którego książki pomogły mi pokochać historię... ,,Macocha '' to według mnie jedna z jego najlepszych powieści. Jest tu ucieczka z domu,pogoń, przebranie sugerujące inną płeć ,wreszcie kariera aktorska u samego Bogusławskiego. Nie może zabraknąć nieszczęśliwej,pełnej wyrzeczeń ,a jednak wiernej miłości-która na końcu utworu /nieco sztampowo/triumfuje,ale kto nie lubi happy endu? Przy tym treść utworu osadzona jest w czasach stanisławowskich,ich klimat jest tak dobrze oddany że niemal widzimy księdza Bohomolca pochylonego nad scenariuszem sztuki,czy Bogusławskiego organizującego pierwszy teatr i przedstawienia dla króla,na wyspie, w łazienkach.... Chętnie wracam do tej powieści,a dziś pomyślałam że się podzielę moją sympatią ,do niej.
A teraz coś na weekend: ,,Czy powiemy prezydentowi?''to bardzo dobrze napisany thriller polityczny. J. Archer bardzo dobrze porusza się w takich klimatach, jest tu zagmatwana próba zamachu na prezydenta,żmudne dochodzenie, wreszcie szybka akcja zapobiegająca zamachowi na niczego nie podejrzewającego prezydenta. Autor pokazuje słabość władzy,której być ,albo nie być zależy od pojedynczych ludzi, przy tym stopniuje napięcie w taki sposób że trudno oderwać się od lektury. Ta książka ,to prawdziwy relaks, wprost idealna na majówkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz